Skip to main content

W tym czasie Maryja wybrała się i poszła z pośpiechem w góry do pewnego miasta w pokoleniu Judy. Weszła do domu Zachariasza i pozdrowiła Elżbietę (Łk 1,39-40).

Po otrzymaniu od Anioła najwspanialszej wiadomości na świecie, że właśnie staje się matką Mesjasza – na którego od tylu wieków oczekiwał Naród Wybrany, a z nim cała ludzkość i wszystkie stworzenia – Maryja nie siedzi spokojnie na miejscu. Wyrusza „z pośpiechem” do swej krewnej Elżbiety, której imię wymienił Anioł podczas zwiastowania.

Ludzie małej wiary powiedzieliby zapewne, że chciała sprawdzić, czy Anioł mówił prawdę – sześciomiesięczna ciąża jest już widoczna. Jednak Maryja ma wiarę, więc można sądzić, że chciała zanieść Jezusa dalej, przekazać kolejnym osobom niewiarygodnie radosną informację, że Zbawienie już nadeszło.

now (1)

Ten, kto naprawdę spotkał, doświadczył Jezusa, nie potrafi usiedzieć w miejscu; roznosi go radość i energia, gorąco pragnie dzielić się Nim hojnie z innymi. Serce wypełnione pokojem chce go jak najszybciej przekazać strapionym i niespokojnym, pragnie pocieszać i służyć.

Człowiek noszący w sobie Boga jest słoneczny, pełen nadziei, otwarty na ludzi i na służenie im – nawet jeśli czyni to w ukryciu, samotnie, jak pustelnicy. Niechętni do służenia, zakrzywieni ku sobie, zamykający się na bliźnich są ci, którym brak autentycznej relacji z Bogiem – ludzie ponurzy, nieszczęśliwi, odgrodzeni wzniesionym przez siebie murem od życia, światła i swoich braci. Nawet jeśli zewnętrznie przebywają wśród nich.

Albo się jest otwartym zarówno na Boga, jak i na bliźnich, albo się przed wszystkimi zamyka.