Skip to main content

Jezusowi nigdy nie było łatwo głosić Ewangelię, zawsze miał „pod górkę”. Nawet we własnej miejscowości natrafił na problemy. Obserwacja Jego codziennego, ale niezwykłego życia, nie przekonała mieszkańców Nazaretu do przemyślenia, czy jest On rzeczywiście Mesjaszem. Podobnie może być i z nami, którzy wyczekujemy ciągle nowych bodźców do nawrócenia, zamiast na nowo przemyśleć to, co już mamy…

Przeczytaj: Mk 6,1-6

Tweety:
Tylko w swojej ojczyźnie, wśród swoich krewnych i w swoim domu może być prorok tak lekceważony

0402

Rozważanie:
Ewangelista Marek w czytanym dzisiaj fragmencie (Mk 6,1-6) zwraca uwagę na to, że Jezusowi towarzyszyli uczniowie. Nie warto puszczać tej informacji „mimo uszu”. To, że zostali oni „zauważeni”, ma naprawdę konkretny cel. Gdyby tak nie było, na pewno byśmy o tym nie usłyszeli. W końcu, uczniowie po swoim powołaniu nie opuszczali Jezusa „na krok”. W każdym miejscu wspierali Go swoją obecnością i pomocą. Także w Nazarecie obserwowali, jak przemawia do swoich ziomków. Skąd więc ta wzmianka?

Wydaje się, że w celu zaangażowania słuchacza do wnikliwszego rozpatrzenia opowiadania o tym, co wydarzyło się w rodzinnej miejscowości Jezusa. Pobyt w Nazarecie był bardzo ważną nauką dla uczniów. Dzięki niemu dotkliwie zrozumieli, że głoszenie Ewangelii jest czymś więcej, niż tylko życiem w zgodzie z jakąś społecznością. Głoszenie Ewangelii jest przecież głoszeniem spraw, które wykraczają poza to, co widzimy i słyszymy. W tej posłudze nie wystarczy być lubianym, lecz trzeba wzbudzać wiarę. W środowisku które się zna, jest to o wiele trudniejsze, niż tam, gdzie bywa się tylko na chwilę.

Każdy potrafi przez krótki czas „robić dobre wrażenie”. Jezus poprzez zaproszenie uczniów do Nazaretu, chce im pokazać, na czym polega głoszenie „na dłuższą metę”. Uczy ich trudu ewangelizacji, gdy wyczerpią się pierwsze emocje fascynacji i będzie trzeba małymi krokami prowadzić ludzi do Boga, chociaż oni będą powątpiewać i niedowierzać. A jak my podchodzimy do swojego życia duchowego? Czy traktujemy swoją duchowość jako coś na całe życie (i wieczność), czy raczej dbamy tylko o „pierwszy efekt”?

Modlitwa:
Panie, bądź uwielbiony za Twoją Ewangelię. Przypominasz mi w Niej, że mam być stały w uczuciach. Chociaż znam Cię już trochę czasu (poznaliśmy się przy chrzcielnicy), chcę Ciebie ciągle traktować jako Kogoś wyjątkowego, Kim nie sposób się znudzić. Pomagaj mi w tym i przychodź, ciągle na nowo ze swoją „odwieczną świeżością”. Amen.